Na powrót mojego kochanego Ojca, czekałam bardzo długo. W mojej dziecięcej wyobraźni widziałam tę chwilę, kiedy Ojciec pochyla się, a ja obejmuję go za szyję – tak, jak czyniłam to zawsze.
Przysłowie mówi: „czas leczy rany” – nie, nie leczy, tylko wycisza piekący ból.
Jest rok 1989. Po raz pierwszy z małą grupką członków rodzin pomordowanych staję na tej Nieludzkiej Ziemi. Wysokie sosny i głęboka cisza. Nie słychać ich szumu ani śpiewu ptaków. Czyżby i przyroda zamarła tu z przerażenia?
Rozchodzimy się, każdy swoją wybraną ścieżką. Idę i ja, a uporczywa myśl, która mi towarzyszy pyta: gdzie te doły śmierci, do którego z nich wrzucili Cię Tato? Zasypująca koparka bowiem nie pozostawiła żadnego śladu.
Tu nie ma mogił, tu jest jedno olbrzymie niewidoczne cmentarzysko. Gdzie jest ta właściwa droga? Zatrzymuję się i pod jedną z wybranych sosen małą łopatką usypuję wzgórek, wbijam krzyżyk, układam kwiatki, zapalam znicz.
Ileż to już lat minęło, kiedy na pukanie biegłam, żeby otworzyć drzwi, z wielką nadzieją, że w nich ujrzę Ciebie? Czas płynął, a my wciąż czekaliśmy na Twój powrót.
I nadszedł taki dzień, kiedy Zbrodnia Ludobójstwa ujrzała światło dzienne, a ja zobaczyłam Twoje nazwisko na liście pomordowanych w Twerze. Zamarłam z przerażenia i zrozumiałam, że moje nadzieje nigdy już nie zostaną spełnione.
Dziś, kiedy od 2000. roku mamy wybudowane Polskie Cmentarze Wojenne, Ołtarze ofiarne, imienne tabliczki, w zadumie znów układamy kwiaty, palimy znicze, a wyciągnięte ramiona krzyży obejmują jakby w uścisku Wasze wspólne mogiły, echo zaś bijącego dzwonu pyta: „Czy słyszycie?”. Stańcie do apelu! Tylko strzeliste sosny pozostały takie jak w 1989 roku.
Z pamiętnika por. Witolda Klarnera:
…Z głębi udręczonych serc wołamy do Ciebie, Panie
Nędzne strzępy udręczone piorunem Twojego wyroku
Od ziemi ojczystej z wichrem Twojego gniewu
Ciśnięte w obcą ziemię…
Halina DRACHAL
Prezes Stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Warszawie
17.09.2012